Szkoła demokratyczna – edukacja dla niezależnych indywidualistów

„Zakuć, zdać, zapomnieć”  brzmi znajomo dla prawie każdego rodzica, który zetknął się z tradycyjnym systemem edukacyjnym w Polsce. Bezrefleksyjne wkuwanie materiału, coraz większe oczekiwania, rosnąca ilość egzaminów i testów wywołujących stres, do tego koszmarna nuda i odczucie zabijania naturalnej ciekawości świata dzieci. Tak wielu z nas wspomina okres swojej wczesnoszkolnej edukacji. I na taki obraz kształcenia coraz większa grupa rodziców przestaje wyrażać zgodę.
Z konkurencyjną ofertą wychodzą coraz częściej szkoły niepubliczne (w Polsce od 1989 roku), a wśród nich szczególnie kilka ciekawych alternatywnych systemów szkolnictwa. Najczęściej kojarzymy Montessori i Szkoły Waldorfskie, ale na szczególną uwagę zasługują również Szkoły Demokratyczne. Jest to gorący temat wywołujący u wielu osób skrajne emocje. Przez ostatnie lata powstało z tego powodu mnóstwo mitów, którym spróbujmy się przyjrzeć.Pierwsze skojarzenie ze szkołą demokratyczną jest takie, że jest to placówka bez sprawdzianów i ocen, gdzie dziecku pozostawiany jest wolny wybór, czym danego dnia chciałoby się zająć. Niezależnie od tego, czy dzieci chcą rysować, uczyć się matematyki, czy też spędzić cały dzień na grach komputerowych, nauczyciele nie mogą interweniować.  Dlatego taki pomysł na edukacje kojarzy się wielu sceptykom z całkowitą samowolą i brakiem jakichkolwiek zasad. Jednak główną ideą tego systemu jest nauczenie dzieci brania odpowiedzialności za swoje wybory i co za tym idzie, świadome kierowanie swoim życiem już od najmłodszych lat. 

Przyjrzyjmy się jednak faktom i mitom, które rosną jak grzyby po deszczu wokół tego tematu.

Takie szkoły wypuszczą absolwentów nie przystosowanych do hierarchicznych realiów np. w pracy i nie będą potrafiły się podporządkować

To jest mit, którym posługują się zwolennicy szkolnictwa rynkowego, nastawionego na rywalizację w świecie, w ramach której chodzi o to, by nie zważając na innych piąć się do celu. Natomiast absolwenci szkół demokratycznych znakomicie sprawdzają się w wolnych zawodach (artyści, dziennikarze, architekci, ale i naukowcy), jak i służb publicznych (lekarze, pielęgniarki, sfera sprawiedliwości – adwokaci, sędziowie, nauczyciele itp.) A co ważne, wśród absolwentów szkół demokratycznych ani jeden jeszcze nie został osądzony jako przestępca.

Edukacja alternatywna niesie ze sobą niebezpieczeństwa dla rozwoju dziecka 

Jeśli tak, to wiążą się one z jakością tych alternatywnych ofert edukacyjnych. Nie możemy zakładać, że każda szkoła mianująca się dumnie hasłem „alternatywna”, jest z założenia dobra. Warto być czujnym przy wyborze odpowiedniego miejsca. 
Czasem bowiem mamy do czynienia z nieudolnymi podróbkami znanych koncepcji szkół alternatywnych. Wtedy rzeczywiście istnieje niebezpieczeństwo funkcjonowania młodych ludzi w niejasnej, pozbawionej określonych reguł edukacyjnej rzeczywistości. Będzie to sprzyjać chaosowi w ich systemie wartości.

Dzieci są pozostawione same

Uczniowie, wspólnie z rodzicami i nauczycielami decydują o przebiegu nauki. Plan zajęć ustala razem z tygodniowym wyprzedzeniem cała grupa dzieci. Dzięki temu czują się odpowiedzialni za własny rozwój, zyskują motywację i mobilizację do realizacji wyznaczonych celów. Oczywiście korzystają z pomocy nauczycieli, ale mają prawo uczyć się sami lub pod opieką rodziców. Codziennie dzieje się coś innego.

Dzieci generalnie nie chcą się uczyć, dlatego trzeba je do tego przymusić

Uczenie się, to naturalny proces w rozwoju człowieka. Dziecko od pierwszych godzin życia bez przerwy się uczy: siedzieć, raczkować, chodzić, mówić, chwytać i manipulować przedmiotami itp. Nie potrzebuje do tego ani programu ani oceniania. Dlaczego wobec tego się uczy? Bo chce. Wewnętrzna ciekawość jest naszym wielkim darem. Niezagłuszana pomaga nam w zdobywaniu coraz to większych umiejętności. Uczymy się w działaniu i doświadczaniu. I właśnie z takiego podejścia czerpią inspiracje szkoły demokratyczne. Znaczna część nauki jest realizowana poza tradycyjnymi lekcjami, które również są dostępne dla chętnych dzieci. Nauka odbywa się empirycznie – poprzez dialog, wycieczki, spacery, wykłady, zabawę, a drogą do osiągania najlepszych efektów edukacyjnych jest indywidualne podejście do potencjału, możliwości, zainteresowań i pasji każdego ucznia. O uczeniu się pod przymusem nie ma tu mowy. To klasyczny system szkolny wymusza od nauczycieli pełnienie roli nadzorców, z jednoczesnym założeniem, że bez ciągłego kontrolowania, kierowania i wydawania poleceń niczego ono się nie nauczy.

Z polską publiczną edukacją naprawdę jest bardzo źle

To mit. W zeszłorocznych badaniach przeprowadzonych przez firmę Pearson, dotyczących poziomu edukacji w 50 krajach świata, Polska zajęła wysokie 14 miejsce. Wyprzedziliśmy większe i bogatsze kraje np. Niemcy, Stany Zjednoczone, Francję czy Norwegię. Rodzi się tylko pytanie jakim kosztem się to odbywa i czy absolwenci czują się niezależni i przygotowani do podejmowania różnorodnych wyzwań. Okazuje się, że większość młodych ludzi opuszczający szkołę czują się zagubieni, zdezorientowani, bo nagle okazuje się, że nie ma już schematu, który wyznaczałby, jak mają żyć.
Z roku na rok oczekuje się od nas czegoś innego, pojawiają się nowe technologie, rynek pracy robi się coraz bardziej wymagający i trudno się w nim poruszać bez umiejętności analizy, wyciągania wniosków – jednym słowem logicznego myślenia.
Indywidualizm, samodzielność, odpowiedzialność – bez tego trudno sobie poradzić w ciągle zmieniających się warunkach, gdy trzeba szybko podejmować decyzje, brać odpowiedzialność za siebie i swoją rodzinę, gdy trzeba się w szybkim tempie przekwalifikować, nauczyć nowego języka czy odnaleźć w różnych specyficznych sytuacjach. Wiedza ogólna – to zbyt mało. Trzeba być specjalistą, pasjonatem – dzięki temu ma się szansę na sukces w dorosłym życiu. Tradycyjna szkoła tego nie uczy – szkoła demokratyczna już jednak tak.

Aby uczyć w szkole demokratycznej nie trzeba skończyć żadnych studi

Jest prawdą, że nie ma wymogu ukończenia studiów czy kursów pedagogicznych, aby pracować w szkole demokratycznej. Trzeba mieć za to szerokie horyzonty i pasję – kamienie węgielne budowania autorytetu wśród uczniów. Dlatego obok wykształconych nauczycieli, zajęcia prowadzą mentorzy, którymi może zostać każdy pasjonat. Twórcy takich szkół chcą aby dzieci „uczyły się” kierowane własną ciekawością i wrażliwością, by rozwijały w sobie umiejętność poszukiwania informacji. A mentorzy mają dać im tylko wsparcie i inspiracje.

Z tymi szkołami to po prostu nowa moda, która tak szybko jak się pojawiła, niebawem przeminie

Nic bardziej błędnego. Szkoły demokratyczne od wielu lat rozwijają się na całym świecie. Obecnie jest ich około 200, najwięcej w Stanach Zjednoczonych, ale prężnie działają też placówki w Niemczech, Japonii i Izraelu i mają się naprawdę dobrze.
Historia szkół demokratycznych sięga lat 20. ubiegłego stulecia. Wtedy Alexander Sutherland Neill, nauczyciel angielskiego, założył nowatorską szkołę dającą uczniom dużą swobodę – Summerhill. Swoją filozofię wychowania oparł na wolności – czyli radości robienia tego co sprawia dziecku przyjemność, z zachowaniem granic wolności innych ludzi. Do placówki przyjmowano uczniów z patologicznych rodzin, odrzuconych przez system i sprawiających trudności wychowawcze. Dzięki wolności, którą oddano w ręce wychowanków, zasadom samorządności i zaufania, Neillowi udało się zaprowadzić porządek, stworzyć atmosferę współpracy, a uczniom poczynić postępy w nauce.

Szkoły demokratyczne nie są dla każdego 
 
To prawda. Każdy alternatywny system, nie tylko edukacyjny, przyciąga ludzi o specyficznych właściwościach i potrzebach. Przynależność do takich placówek wymaga pewnej otwartości i zaufania od uczniów, ale i ich rodziców – silnego przekonania, że dzięki takiej ścieżce ich dzieci zostaną poprowadzone w dobrym kierunku, zgodnym z ich wspólnym systemem wartości.
Wielkie nadzieje ze szkołą demokratyczną wiąże mama Zosi – Katarzyna Kijas. Kobieta uważa, że w tradycyjnej szkole jej dzieci stawały się odtwórcami i brakowało im czasu na przemyślenia. Dlatego wspólnie ze swoimi pociechami zaczęła szukać rozwiązania. – Uczę dzieci, że mamy możliwość kształtowania życia, zmieniania sytuacji, jeśli to co nas spotyka nam nie odpowiada – wyjaśnia. Remedium na problem nudy w szkole, ma być ich zdaniem „Trampolina” – poznańska Szkoła Demokratyczna. Dzieci uczyć się będą nie tylko z równolatkami, ale z dziećmi i młodzieżą w wieku od pięciu do osiemnastu lat. Zosia ma nadzieję, że nowa szkoła pozwoli jej powrócić do dawnego hobby i równocześnie znaleźć czas na rozwijanie licznych pasji, jak taniec i śpiew w zespole folklorystycznym, projektowanie ubrań czy triathlon.
Niestety to co nadal ogranicza dostęp wielu zwolennikom szkół demokratycznym to wysokie czesne, które wynosi około 800 zł.

Ponieważ nie ma wyraźnych zasad programowych, uczniowie nie posiądą podstawowej wiedzy jaką zdobędą ich rówieśnicy w klasycznej szkole
 
Pewne jest to, że każdy słuchacz szkoły demokratycznej musi zdać egzamin potwierdzający opanowanie podstawy programowej. Wynika to z Ustawy o systemie oświaty z 1991 r. Placówki wolnej edukacji działają w oparciu o takie same zasady jak w przypadku nauczania domowego, ale zamiast indywidualnej pracy, słuchacze uczą się w kilkuosobowych grupach. W myśl artykułu 7 tej ustawy, dzieci fizycznie nie muszą być na zajęciach, ale realizowany na nich materiał muszą znać.

Podsumowując, każdy system wykraczający poza normę musi budzić kontrowersje. A szczególnie silne emocje pojawiają się u rodziców, gdy chodzi o edukację ich pociech. Kto nie chciałby zapewnić swoim dzieciom najlepszego wykształcenia i przyszłości przepełnionej sukcesami? Całe nieporozumienie polega tylko na tym, że dla wielu dorosłych sukces oznacza zupełnie co innego niż dla dzieci. A w kulturze, w której przyszło nam żyć, narzuca się często rodzicom i nauczycielom zadanie, żeby sprawili, aby dziecko zachowywało się „właściwie”. I to wydaje się dla wielu najważniejsze. A systemy edukacyjne,  takie jak Szkoły Demokratyczne, skupiają się na daniu wolności uczniom, przekazaniu odpowiedzialności i wykształceniu samodzielnych, często niepokornych, krytycznie myślących obywateli. Dlatego takie szkoły są również wyzwaniem dla całych rodzin uczniów. Lekcją pozbycia się sztywnych koncepcji na temat funkcjonowania świata i  uczą dostrzegania potencjału możliwości jakie nam ten świat oferuj